***
Obudziłam się ok. 4:00. Już nie mogłam spać. Dlaczego? Dostałam ataku kaszlu, bez kataru się nie obeszło. Postanowiłam posprawdzać coś w internecie, kto choremu zabroni?
-Sherrrrrrrry...- usłyszałam znajomy głos- Jak nie ogarniesz swojego nosa i przy okazji gardła, to cię wyrzucę z domu, aż będzie się kurzyło, hoho.- Ach tak. Oliver.
- Miło, że tak o mnie dbasz, braciszku.- odpowiedziałam wycierając nos w chusteczkę- Zapamiętam to sobie, niewdzięczniku.
- Sher, błagam, choć ten jeden raz.
- Egh, postaram się, staruchu niedorobiony- przewróciłam teatralnie oczami i ukryłam się pod kocem.
Jutro do pracy... Za jakie grzechy? ZA JAKIE?
***
9:30 kurwa. Jestem spóźniona pół godziny.
-Przepraszam, czy może pan trochę szybciej?- zapytałam nieśmiało kierowcę moim schrypniętym do granic możliwości głosem.
- Czy ty dziewczynko nie widzisz, że jest korek?- wykrzyczał 'lekko' zdenerwowany starszy pan.- Ja pani powiem, że wiele takich młodziutkich, śliczniutkich panienek już było w tej wytwórni...
- Do czego pan zmierza?- skuliłam nogi i oparłam brodę na swoich kolanach.
- Jesteśmy na miejscu!- zawołał radośnie- Chodzi dziewczynko o to, że ty nie jesteś tam pracownicą, tylko marionetką, którą posługuje się Rocks, który czasem posuwa się za daleko. Mam na myśli czyny.
- I-i-ile płacę?- powiedziałam wyraźnie zgaszona i wystraszona słowami kierowcy.
- Oh, no tak, $15, poproszę- szybko podałam banknot kierowcy i nie czekając na wydanie reszty pobiegłam do budynku. O co mu chodziło? Jakie czyny? Jakie marionetki?
Po drodze do studia, zobaczyłam tą recepcjonistkę, co jeszcze dwa tygodnie temu z ciepłym uśmiechem witała mnie w progach wytwórni. Biegła szybko, chcąc jak najszybciej opuścić budynek, zakrywała swoją twarz rękoma, chociaż było słuchać, że płakała. Mocno. Zdziwiła mnie ta sytuacja, tym bardziej, że w głowie wciąż miałam głos tego starszego pana z taksówki. "...posuwa się za daleko..."
Na kanapie, pod drzwiami gabinetu pana Rocksa (hmm) ujrzałam moje drogie Black Veil Brides.
- Hej chłopa...
- JA PIERDOLE, PRZEGRAŁEM, JEBANA GRA, KTO TO WYMYŚLA- przerwał mi, generalnie spokojny Jinxx, rzucając telefonem o podłogę. Spokojnie, telefon cały, ale stan psychiczny Jinxx'a po tej porażce- już niezupełnie.
- Ciebie też dobrze widzieć.- powiedziałam z wielkim kichnięciem.
- O hej, Sherry.- zawołali radośnie chłopcy.
- Czemu nie w studiu? Dlaczego pani Johnson wybiegła z płaczem z gabinetu Gustawa?- zapytałam.
- Myślisz, że my wiemy?- wstał z kanapy Andy- Kazał nam czekać pod gabinetem i znikł w nim razem z recepcjonistką.
- Chłopcy, chodźcie tu, lenie patentowane- wyskoczył zza drzwi Rocks- Oooo, Sherry, jak miło cię widzieć- popatrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Ok, zaczynam się bać. Nie dając nic po sobie poznać, szybkim krokiem weszłam do sporego pomieszczenia razem z całym BVB.
- Co się stało z panią Johnson?- zapytał szybko wokalista.
-Hmm, zwolniłem ją.- odpowiedział z obojętnością w głosie pan szef- Nie była wystarczająco dobra, w niektórych rzeczach.- zaśmiał się pod nosem, patrząc na mnie swoim pedofilskim wzrokiem. Kryzys wieku średniego?
Reszta dnia przebiegła dość zwyczajnie, pomijając Gustawa. Odpracowaliśmy co trzeba, czas iść do domu.
-Shiru, wracamy razem?- zapytał mnie Andy, na co wybuchłam śmiechem, bo takie pytania zadają sobie uczniowie podstawówki.- No co? Chcę wiedzieć co się zmieniło przez ostatnie lata..
- Jasne.-uśmiechnęłam się i skierowaliśmy do frontowych drzwi.
***
<pare miesięcy później>
~oczami Andy'ego~
Premiera płyty za kilka dni. Mam się cieszyć? Powinienem. Tylko jest jedna rzecz, która mnie gryzie. Sher znalazła chłopaka. Tfu, "chłopaka". Jest zbyt zakochana w nim, by zobaczyć, że ją wykorzystuje. Czy jestem zazdrosny? Nie. Jestem cholernie zazdrosny. Tak tak, podoba mi się Sherry. Podoba mi się od czasów liceum. Można powiedzieć, że ją kocham. Na płycie znajduje się piosenka, w której wyrażam swoje uczucia do niej. Wszystko na marne. Chciałem dla niej zaśpiewać 'The Morticians Daughter', chciałem żeby zauważyła mnie i moje odczucia. A ten fagas, Jamie, tylko czeka by ją zaprowadzić wiadomo gdzie, zrobić wiadomo co i pójść po kolejną. Dlaczego Shiru jest taka ślepa?!
Z zamyślenia wyrwał mnie Gustawo.
- Six, chodź do mnie.- zawołał mnie wyraźnie ucieszony.
- Już kurde, lecę.- wstałem z fotela. Hmm, był wyjątkowo wygodny.
- Mam dla ciebie niespodziankę!- powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy. O co mu chodzi?
-No...?
- Będziesz miał dziewczynę!- wykrzyczał z radością.
- Co...- powiedziałem zbity z tropu- O co ci do cholery chodzi?
- Taylor! Taylor, chodź do nas!- do pokoju weszła wysoka szczupła brunetka w czarnych spodniach, czarnej skórze i zwykłym t-shirt'cie. Była... Dość ładna. Spokojnie może pójść do modelingu.
- Oł maj gasz, to ty jesteś Ędi Sigz? Alee słooooodziaaak.- zaśmiała się rzekoma Taylor. Miała bardzo wysoki głos. Nie nie nie, piskliwy. Baaardzo piskliwy. Mogło być gorzej? Nie.
- Czekaj... Czy ty mówisz, że mam chodzić z nią? Dziewczyną której nie znam?! Czy ciebie pojebało?!- krzyknąłem ze złością mojemu producentowi w twarz.
- Będziecie wyglądać razem P E R F E K C Y J N I E~~♥- powiedział jakby się sam zakochał.
- Ja pierdole...- odpowiedziałem próbując odkleić od siebie brunetkę, która chciała mnie udusić swoimi przytulaskami.
~oczami Sherry~
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Szybko się zerwałam z kanapy i pognałam w stronę dobiegającego dźwięku.
-Hhhalooo...- odebrałam z ziewnięciem
-Cześć Sher, nie przeszkadzam?- usłyszałam głos Andy'ego
- Właściwie to..
- To świetnie, mamy dziś koncert mam nadzieję, że przyjdziesz, paa!~- rozłączył się. Hmm, w sumie nie miałam nic do roboty dziś. Oliver w pracy, Jamie zajęty...Pójdę!
Szybko się ubrałam w jakieś luźniejsze ciuchy <czarne rurki, czerwona koszula w kratę, białe trampki> i poszłam pod dom Andy'ego, bo nawet nie wiem gdzie jest ten koncert.
<po koncercie>
Po usłyszeniu 'The Morticians Daughter' nic mnie już nie zdziwi. Heh, kim jest ta szczęściara? Ech, kocham Andy'ego. Myślałam, że jak przyjaciela albo brata. Ale nie. To jest coś silniejszego. Przez ostatnie miesiące starałam sobie wmówić, że go nie kocham. Haha, na marne. A Jamie? Chciałam zobaczyć jak Biersack na niego zareaguje. To chyba był błąd. On go przyjął normalnie, a sam Jamie tylko czeka aż będzie mi się mógł dobrać do bielizny. Debil.
Wychodząc z klubu, w którym się odbył koncert zobaczyłam jego. No, samotność Andy'emu na pewno nie doskwierała. Całował się z jakąś dziewczyną, wysoką, ładnie ubraną. Znacie ten moment kiedy macie ochotę skoczyć z dachu? Tak właśnie się czułam. Chwilę stałam, bez sensu gapiąc się na zakochanych. Na moje nieszczęście Biersack mnie zauważył.
- O-o, hhej Shirrrru- zawstydzony zaczął się jąkać.
- Nie przeszkadzajcie sobie...- odpowiedziałam i skierowałam się w stronę domu. Kiedy w końcu zniknęłam im z oczu, zaczęłam biec przed siebie jak opętana. Szybko weszłam do domu i zaczęłam ryczeć. Kolejny dowód, że jestem zajebiście "silna". Zamknęłam się w pokoju na klucz, nie chcę żeby ktoś mnie zobaczył w tym stanie. Na całe szczęście, mamy długi weekend, nie muszę się z nim widzieć.
Z zamyślenia wyrwał mnie Gustawo.
- Six, chodź do mnie.- zawołał mnie wyraźnie ucieszony.
- Już kurde, lecę.- wstałem z fotela. Hmm, był wyjątkowo wygodny.
- Mam dla ciebie niespodziankę!- powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy. O co mu chodzi?
-No...?
- Będziesz miał dziewczynę!- wykrzyczał z radością.
- Co...- powiedziałem zbity z tropu- O co ci do cholery chodzi?
- Taylor! Taylor, chodź do nas!- do pokoju weszła wysoka szczupła brunetka w czarnych spodniach, czarnej skórze i zwykłym t-shirt'cie. Była... Dość ładna. Spokojnie może pójść do modelingu.
- Oł maj gasz, to ty jesteś Ędi Sigz? Alee słooooodziaaak.- zaśmiała się rzekoma Taylor. Miała bardzo wysoki głos. Nie nie nie, piskliwy. Baaardzo piskliwy. Mogło być gorzej? Nie.
- Czekaj... Czy ty mówisz, że mam chodzić z nią? Dziewczyną której nie znam?! Czy ciebie pojebało?!- krzyknąłem ze złością mojemu producentowi w twarz.
- Będziecie wyglądać razem P E R F E K C Y J N I E~~♥- powiedział jakby się sam zakochał.
- Ja pierdole...- odpowiedziałem próbując odkleić od siebie brunetkę, która chciała mnie udusić swoimi przytulaskami.
~oczami Sherry~
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Szybko się zerwałam z kanapy i pognałam w stronę dobiegającego dźwięku.
-Hhhalooo...- odebrałam z ziewnięciem
-Cześć Sher, nie przeszkadzam?- usłyszałam głos Andy'ego
- Właściwie to..
- To świetnie, mamy dziś koncert mam nadzieję, że przyjdziesz, paa!~- rozłączył się. Hmm, w sumie nie miałam nic do roboty dziś. Oliver w pracy, Jamie zajęty...Pójdę!
Szybko się ubrałam w jakieś luźniejsze ciuchy <czarne rurki, czerwona koszula w kratę, białe trampki> i poszłam pod dom Andy'ego, bo nawet nie wiem gdzie jest ten koncert.
<po koncercie>
Po usłyszeniu 'The Morticians Daughter' nic mnie już nie zdziwi. Heh, kim jest ta szczęściara? Ech, kocham Andy'ego. Myślałam, że jak przyjaciela albo brata. Ale nie. To jest coś silniejszego. Przez ostatnie miesiące starałam sobie wmówić, że go nie kocham. Haha, na marne. A Jamie? Chciałam zobaczyć jak Biersack na niego zareaguje. To chyba był błąd. On go przyjął normalnie, a sam Jamie tylko czeka aż będzie mi się mógł dobrać do bielizny. Debil.
Wychodząc z klubu, w którym się odbył koncert zobaczyłam jego. No, samotność Andy'emu na pewno nie doskwierała. Całował się z jakąś dziewczyną, wysoką, ładnie ubraną. Znacie ten moment kiedy macie ochotę skoczyć z dachu? Tak właśnie się czułam. Chwilę stałam, bez sensu gapiąc się na zakochanych. Na moje nieszczęście Biersack mnie zauważył.
- O-o, hhej Shirrrru- zawstydzony zaczął się jąkać.
- Nie przeszkadzajcie sobie...- odpowiedziałam i skierowałam się w stronę domu. Kiedy w końcu zniknęłam im z oczu, zaczęłam biec przed siebie jak opętana. Szybko weszłam do domu i zaczęłam ryczeć. Kolejny dowód, że jestem zajebiście "silna". Zamknęłam się w pokoju na klucz, nie chcę żeby ktoś mnie zobaczył w tym stanie. Na całe szczęście, mamy długi weekend, nie muszę się z nim widzieć.
***
Pisałam ten rozdział praktycznie cały dzień. Huuff..
Wesołych Świąt, mróweczki i Bridsowego, koncertowego roku!~~
CZYTASZ= KOMENTUJESZ= MOTYWACJA= NASTĘPNY ROZDZIAŁ
XXX


