wtorek, 26 listopada 2013

~ROZDZIAŁ I~

***
-Oliver, ale posłuchaj, ty masz je na połowie ciała, czemu ja nie mogę mieć chociaż jednego? Mam 20 lat!
-Nie i koniec! Póki ze mną mieszkasz, żadnych tatuaży!
Tak wyglądał każdy poranek w domu Sykes'ów. Kłótnia. 
-Sherry, co dziś robisz?- przysiadł się do dziewczyny Oliver.
-Nic. Będę ci narzekać jakie ja mam nudne życie z tobą i, że mi na nic nie pozwalasz oraz że jesteś najgorszym bratem na ziemi.- powiedziała blondynka mieszając swoją kawę.
-Sherry, nie zaczynaj, bo mi znów przez ciebie ciśnienie skoczy!- zdenerwował się chłopak- Przychodzi Amanda wieczorem, a my mamy taki 'porządek' jak mamy, lodówka pusta, a ja muszę coś w 'Drop Dead' załatwić i nie mam jak zrobić zakupów ani posprzątać, a wiesz, muszę dobrze wypaść przy Amandzie...
-Dobra, mam takie nudne życie, że to zrobię
-Dzięki dzięki dzięki. Przywiozę ci coś z firmy! Buziaczki!- wykrzyknął już w drzwiach Oli.
-Nienawidzę cię tak bardzo- syknęła sama do siebie Sher, dopijając kawę.


***
~perspektywa Sherry~
Czipsy, popcorn, żelki i orzeszki są. Cola, woda gazowana i soczki pomarańczowe kupione. Parter- posprzątany. 
Jest 18:40. Za chwile będą gołąbeczki. Poczekam na nich. Coś ze mną nie tak, że chcę z tymi kochasiami spędzać wieczór. Żyć nie umierać. 

~30 minut później~
-Shers, gnoju, złaź na dół! - wydarł się, jak zawsze, na co Amanda wybuchnęła śmiechem.
-Ja pierdole, idę no, idę.- powolnym krokiem zeszłam krętymi schodami na parter.
-Co oglądamy?- zapytała się wesoło Amanda. Jak ona to robi? To, że jest zawsze szczęśliwa? Ach, no tak, ona ma przy sobie miłość swojego życia, a ja mam najwyżej mp3. 
-Może 'Piłę 6'?- zaproponował równie wesoły Oliver.
-Ok- odpowiedziałyśmy chórem z Am.(tak tak, Am lubię mówić zdrobnieniami) 
Większość filmu przebiegła znośnie, póki nie zaczęło się 'migdalenie i mizianie' zakochanej pary. 
- Mój Oli, kuci kuci- ciągnęła Amanda Olivera pieszczotliwie za policzki.
-Twój twój Oli, daj dziubaska- odpowiedział na jej pieszczoty mój przeklęty brat, robiąc 'dziubka'.
-Matko kochana, ja stąd idę, bo jeszcze dojdzie do 'niewłaściwych' czynów- westchnęłam i podniosłam się szybko z kanapy. Chwyciłam za bluzę i wyszłam z domu. Nie będę im przeszkadzać. Było zimno jak na lato.
Szłam spokojnie alejami Sheffield, gdy dostałam wprost olśnienia. Niedaleko parku, jest klub 'Progress' gdzie praktycznie co wieczór jest koncert na prawdę dobrych, mało popularnych kapel. 
Po 15 minutach byłam na miejscu. Sala była prawie pełna. Na scenie była piątka chłopaków w czarnych strojach, w czarnym makijażu, natapirowanych czarnych włosach, ogólnie cali czarni. 
Wsłuchałam się w muzykę, pomijając to, że byłam deptana przez fanów tej oto kapeli (w końcu można mnie nie zauważyć, niskość nie radość, czy jakoś tak.). Głos wokalisty wydawał mi się znany. O nie nie nie, Sherry, idiotko, nie rozdrapuj starych ran. Spojrzałam odruchowo na nadgarstek. 
Po zakończeniu koncertu skierowałam się do domu. O matko. Jest po pierwszej. Ja pierdole, Oliver mnie zajebie.
-Kurwa- zaklnęłam szeptem i szybko pobiegłam w stronę domu. Mieszkałam z bratem w dużym piętrowym budynku. Przecież gwiazda musi sobie pozwolić na luksusy. 
Z ulgą weszłam cicho frontowymi drzwiami z nadzieją, że Oli już śpi. Było ciemno w domu, więc wszystko na to wskazywało. Nagle się zapaliło rażące dla mnie światło.
-JA PIERDOLE SHERRY CASSANDRO SYKES O KTÓREJ KURWA SIĘ DO DOMU KURWA WRACA?! WIESZ JAK SIĘ MARTWIŁEM, GNOJU MAŁY?!- zaczął swój dość głośny monolog pan Sykes. Oj, sąsiedzi już go z tego bardzo dobrze znają.
-Przepraszam, ale i tak cię kocham, dobranooooc!- szybko pocałowałam brata w policzek i po kochanych kręconych schodach, na których prawie się nie zabiłam, pobiegłam do mojego pokoju. Pokój był mały, fioletowy, z szarą, całkiem sporą kanapą, czarnym puchatym dywanem i białymi meblami. Ściany pokrywały plakaty takich zespołów jak 30 seconds to mars, Pierce The Veil albo Sleeping With Sirens. Szybko się 'ogarnęłam'  i wskoczyłam na rozłożoną kanapę. Nie ukrywam, była nieziemsko wygodna.

Obudziłam się około 10:00, co było dziwne. Zawsze się budzę 2 godz później. Zeszłam szybko do kuchni. Oliver już sobie nucił sobie coś pod nosem.
- Eeej! Ty! Krzywogęby! Zrób mi płatki!- wykrzyczałam z drugiego końca małej kuchni.
-Tak się kochanego brata dziś wita, gnoju mały?!- no i się zaczął poranny rytuał. W końcu mi zrobił te płatki.- Gdzie wczoraj byłaś? Na prawdę się martwiłem.
-Niepotrzebnie. W 'Progress'ie byłam- odpowiedziałam odkładając pustą miskę do zmywarki.
-Fajny był koncert?
-No nawet.- shit. Przypomniał mi się głos tego wokalisty. Podobny do...tego, którego nie chcę pamiętać.
-A kogo?- dopytywał się brat.
-Ups...W sumie...W sumie to nie wiem- zaśmiałam się speszona.- Byli czarni...
-Afroamerykaninie??- wyszczerzył oczy Oliver.
- Nie idioto! Byli odziani w czarne stroje- odpowiedziałam jak 'elegancka dama'.- Czarny mejk ap, czarne włosy. Trochę 'Kiss' przypominali.
-Może to oni?- mój wprost genialny brat wskazał na mały telewizor, na którego mieliśmy widok w kuchnio-jadalni.
- O mój Boże, tak to oni!- wskoczyłam szybko na kanapę i podgłośniłam dźwięk w telewizorze.

OTO PRZED PAŃSTWEM DWOJE CZŁONKÓW ZESPOŁU BLACK VEIL BRIDES. ASHLEY PURDY I ANDY BIERSACK.

Słysząc to nazwisko wyłączyłam telewizor. To dziwne, jaką wręcz nienawiścią płonę do niego, a kiedyś był jedną z najważniejszych dla mnie osób. Był moim najlepszym przyjacielem i mnie tak po prostu zostawił. 
- Co się stało?- zapytał zdziwiony Oliver.
- Jak to co?! Znowu ON! 
-Kto ON?
- TEN-KTÓREGO-IMIENIA-NIEWOLNO-WYMAWIAĆ!
-JA PIERDOLE, VOLDEMORT?! GDZIE?!
- NIE! PAN A-ÓSMEGO-DNIA-PAN-BÓG-STWORZYŁ-MOJĄ-NIENAWIŚĆ-DO-NIEGO!- spojrzałam na nadal mocno zdziwioną twarz mojego brata-geniusza- BIERSACK KURWA BIERSACK
-Aaaa, to ten twój lowelas- zaczął się głupio śmiać- BYŁY KOCHAŚ SHERRY BYŁY KOCHAŚ SHERRY!
-Zamknij mordę!- wykrzyknęłam
- BYŁY KOCHAŚ SHERRY BYŁY KOCHAŚ SHERRY BYŁY KOCHAŚ SHERRY!
-Przestań, błagam, przestań!- powiedziałam już ciszej czując, że mam łzy w oczach.

~oczami Olivera~
Spojrzałem na Sherry. Była bliska płaczu. Wtedy zrozumiałem o co chodzi. 
-Przepraszam- podszedłem do niej i starałem się ją przytulić. Nie zareagowała jak zwykle, czyli zaczynając kolejną bójkę. Ku mojemu zdziwieniu, z płaczem mocno się do mnie wtuliła. Nigdy nie mówiła, o tym, co ją łączyło z tym Andy'm. Wiem jedynie, że byli bliskimi przyjaciółmi. Później, jak wyjechał, z Sher było coraz gorzej. Nie chciała jeść, rozmawiać ze mną, rzadko wychodziła z pokoju, zaczęła wpadać w depresję. Pare razy jak nie ja, to ktoś inny, znajdował ją nieprzytomną w kałuży krwi, sączącej się z nadgarstka, lub innych miejsc, wśród rozsypanych tabletek nasennych. Wiem jaki to był dla niej koszmar. Nie pozwolę, by przez takiego kogoś, cierpiała znowu. Nie pozwolę! Niech się lepiej ten cały Andy trzyma z daleka od Sherry.

***
Wyszło ciut nudne, ale rozumiecie, rozkręca się dopiero.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ


xxx        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz