***
~oczami Sherry~
Która godzina? 3:54. Zajebiście. Nie mogę spać. Przez TO wszystko. Wiem, dramatyzuję. Wiem, powinnam zapomnieć. Ale nie umiem.
Szukałam w ciemnościach mojego, jak na razie, najlepszego przyjaciela- mp3. Potykając się po drodze o wszystkie rzeczy. Znalazłam mojego małego, fioletowego kolegę i leniwie opadłam na łóżko. Wciskając 'play', w słuchawkach rozbiegł się rytm 'Search & Destroy'. Uwielbiam tą piosenkę, uwielbiam przy niej poskakać, lecz teraz chcę jeszcze bardziej się dołować smutnymi piosenkami. Wyszukałam szybko 'Alibi'. Przesłuchałam całą płytę 'This is War' 30 Seconds To Mars oraz 'A Flair For The Dramatic' Pierce The Veil. Moje dwa ukochane zespoły.
Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Śniły mi się chore rzeczy. Ścinki z przeszłości. Od dzieciństwa do teraźniejszości. Większość wspomnień o których chcę zapomnieć. Egh. Jest 13:00. Dziwne, że Oliver mnie jeszcze nie budził.
Wstałam, opatuliłam się kocem i powolnie zeszłam na dół. W kuchni zastałam list. Od samego pana Sykesa! No to się postarał. Mógł wysłać sms'a.
'Sherry, mam nadzieję, że wstałaś przed 12:00. Od rana jestem w pracy. Muszę jeździć od Drop Dead do studia, od studia do Drop Dead i tak cały czas. Zapomniałem ci wczoraj powiedzieć, że nagrywamy nowy album! No tak, rzadziej mnie będzie w domu :( Ale wynagrodzę ci to!
W salonie na fotelu są dla ciebie ciuchy z DD*, mam nadzieję, że są za duże :)
Będę po 1:00.
Całuski
Oli xoxo'
Nowa płyta= trasa. Można się tego było spodziewać. No cóż, przynajmniej mogę się wypłakać w samotności.
W lodówce nic nie ma. Będę musiała się kopsnąć do sklepiku. Moment, czyli wychodzę do cywilizacji, do ludu. Muszę się jakoś ogarnąć, by nie wyglądać jak słabo ostrzyżona lama.
Wzięłam z szafy jakieś szare jeansy, czarny t-shirt z logiem Batmana, szybko rozczesałam moje prawie białe włosy i uczesałam w kucyka, zostawiając 'niby grzywkę' na czole. Szybko wytuszowałam rzęsy i zrobiłam lekką kreskę na powiekach. Tuż przy drzwiach założyłam czerwone trampki pod kostkę i szybkim krokiem wyszłam z domu.
Nie lubiłam chodzić do sklepu. Zawsze mijałam miejsca, w których się spotykałam z NIM. Kurwa, Sherry, znowu to robisz. Znowu myślisz o rzeczach, które powinnaś wymazać ze wspomnień.
Przekroczyłam próg starego sklepu. Nie wiem jakim cudem on się jeszcze nie zawalił. Podbiegłam do półek z napojami energetycznymi. Miałam słabość do energetyków. Wzięłam jedną puszkę 'Monster'a. Raczej oprócz mnie nie było żadnych klientów. Postanowiłam się lekko 'zabawić'. Zaczęłam sobie chodzić do tyłu po sklepie nucąc 'Vox Populi'. Moja zabawa długo nie potrwała, bo Sherry geniusz wpadła na kogoś. Szybko obróciłam się, żeby spojrzeć kto to.
-Przepra...- no pięknie, kurwa zajebiście. Znowu ON. Jak on się tu znalazł? Staliśmy przez chwilę uważnie patrząc na siebie.
- Sherry?- uśmiechnął się ON. Biersack. Andy kurwa Biersack.
- Em.. - tak, jąkaj się, daj poznać jemu, że nie wiesz co zrobić, idiotko- Ja chyba już sobie pójdę.- odpowiedziałam łamiącym głosem. Już mi się łzy cisnęły do oczu, już. Jakaś ty silna, Sherry, że ja pierdole. Pobiegłam do kasy, zapłaciłam, zapominając o rzeczach na śniadanie. No przecież tam nie wrócę. Dobra, mam energetyka, przeżyję, będzie ok. On zniknie z mojego życia, znajdę pracę, wyprowadzę się od brata, znajdę chłopaka, będę szczęśliwa, będzie ok. Będzie ok. Tylko jak ma być ok, jak ja żyję przeszłością?
***
Wypakowałam rzeczy od Olivera. Muszę przyznać, że chłopak się postarał. Na prawdę ładne rzeczy mi wybrał. Bluzki za duże, ale uwielbiam takie koszulki. Dodał do tego koszulkę 'Sleeping With Sirens'. Miło z jego strony.
Szybko siadłam do komputera w poszukiwaniu ofert pracy. Co prawda, jeszcze studiuję, ale z moimi wynikami raczej się gdzieś załapię. Poza tym, zajęcia są w takich godzinach, że nie powinno być problemu.
MAM! TAK! Asystent producenta. Ponoć dzięki temu 'młodzi dziennikarze muzyczni zdobędą masę doświadczenia'. Szybko wysłałam zgłoszenie.
Teraz czekać na odpowiedź. Postanowiłam się zrelaksować, za dużo stresu jak na jeden dzień.
Wezmę długą kąpiel.
Po kąpieli założyłam na siebie za dużą koszulkę i stanęłam przed wielkim lustrem.
-Gruba i brzydka, żadna nowość- uśmiechnęłam się niechętnie do swojego odbicia. Sprawdziłam na komórce, czy goście z wytwórni do mnie na pisali.
TAK! DOSTAŁAM SIĘ! O JA PIERDOLE! JUTRO MAM SIĘ Z NIMI SPOTKAĆ! TRZEBA TO UCZCIĆ MARATONEM HORRORÓW!
Napisałam szybko do Olivera, że dostałam pracę. Następnie ruszyłam w stronę telewizora. Wygrzebałam starą kolekcję zekranizowanych powieści S.Kinga. Zaczynamy od 'Carrie'.
~oczami Andy'ego~
W ogóle się nie zmieniła. No może trochę zmizerniała. Gdyby tylko spróbowała znów kuchni mojej mamy, ach, to by nabrała normalnej wagi. Wróciła do naturalnego koloru włosów. Nadal upija się tymi napojami energetycznymi, haha. Tylko mnie jedno zastanawia; czemu tak panicznie zareagowała na mnie? Czemu uciekła?
- Andy! Andy! ANDY DO CHOLERY! ZIEMIA DO BIERSACKA, HALO?- wyrwał mnie z zamyślenia Ashley.
-Co? Co się dzieje?- szybko zareagowałem.
- Od 30 minut siedzisz jak na kazaniu i się głupkowato uśmiechasz sam do siebie. Martwi nas to, to u ciebie nienaturalne- odpowiedział mi Jinxx.
- Eee, co? Aa, nic takiego.- uśmiechnąłem się do nich szczerze.
- O MATKO- zerwał się szybko CC- MŁODY SIĘ ZAKOCHAŁ!- krzyknął, na co ja wybuchnąłem śmiechem.
-Nie, stary, nie.
- Już myślałem, że w końcu się zakochasz i mi dupy nie będziesz zawracał- westchnął Jake.
- Co?- zdziwiony, zapytałem go.
- Zobacz na Jinxx'a.- wskazał palcem na Jeremy'ego, który pisał coś na swoim telefonie- Kiedyś mi spokoju nie dawał, a od kiedy jest z Sammi, zawraca dupę jej, a nie mi. - wyszczerzył się złośliwie do mnie.
Prychnąłem, a następnie wyszedłem z pub'u.
- A ty dokąd, młody?- podbiegł do mnie Ash- Mieliśmy uczcić zdobycie kontraktu.
- Przepraszam, chłopaki. Nie mam głowy teraz na to.- odpowiedziałem.
- Co, proszę?- Ashley zrobił zdziwioną minę- Andrew Dennis Biersack nie ma ochoty na popijawy? Czy ja dobrze słyszę?
- Zmęczony jestem- skłamałem. Chciałbym tylko z NIĄ pogadać. Zapytać co u niej, jak było przez te 2 lata, w sumie też przeprosić, za tamto. Tak, nigdy jej nie powiedziałem o przeprowadzce, bo nie umiałem. Nie zniósł bym widoku jak ona płacze przy mnie. Gdy już byłem w Ameryce wysłałem tylko list. Z wyjaśnieniem sytuacji. Czy żałuję przeprowadzki? Nie. Czy żałuję, że nie mogłem jej tego w cywilizowany sposób wyjaśnić? Tak. Gdybym postąpił normalnie, a nie uciekając, sytuacja by była inna.
***
~oczami Sherry~
Siedziałam opatulona cała kocem. Oglądanie samej horrorów Kinga w ogromnym domu, to głupi pomysł. Dobry Boże, słyszę kroki, nie, nie, nie to tylko moja wyobraźnia. Ktoś otworzył drzwi! Ja pierdole, jestem za młoda na śmierć w tak brutalny sposób! To coś się zbliża. Niee nie nieeee, jest bliskooo. Nagle zapaliło się światło.
-AAAAAAAAAAA!- wydarłam się na cały dom. A raczej na całe osiedle.
- Jezu, Sher, człowiek zmęczony przychodzi z pracy, po całym dniu ciężkiej harówy, a ty witasz go jakimiś dzikimi rykami. Zapracowany człowiek potrzebuje w takiej chwili oazy spokoju.- odpowiedział jakby nigdy nic mój brat-geniusz aka Oliver.
- MAM SZCZERZE W DUPIE TWOJĄ OAZĘ SPOKOJU! Ja pierdole, zawału przez ciebie prawie dostałam, cioto!- wstałam z kanapy- Dobranoc, a żeby cię... A żeby cię do piekła wzięli!- wołałam ze schodów.
- 'Carrie'?- zawołał z dołu.
- TAK- przechyliłam głowę i ruszyłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro. Nic się nie zmieniło. Nadal widzę tą znienawidzoną przeze mnie twarz. Cicho westchnęłam i zaczęłam się ubierać w piżamę. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i związałam je w warkocza. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do pokoju. Upadłam na od rana nieścielone łóżko/kanapę. Ustawiłam sobie budzik na 7:00, bo, heloooł, na 9:00 spotkanie, a ja muszę wyglądać O-L-Ś-N-I-E-W-A-J-Ą-C-O.
Po kilku minutach zasnęłam.
***
<rano>
-MATKO KOCHANA, SPÓŹNIĘ SIĘ!- krzyczałam sama do siebie. Olivera nie było w domu oczywiście.
A na dworze, jak na lato, zimno. Pff. Ubrałam na siebie białą koszulę z cienkiego materiału, włożoną w czarną zwiewną spódniczkę przed kolano, białe podkolanówki i purpurowe creepersy. Poprawiłam włosy i makijaż (taki jak zwykle, of kors c:) i ruszyłam biegiem do taksówki, która stała przed domem.
-Na White Croft, poproszę- zdyszana wsiadłam do pojazdu. Na moje szczęście byliśmy szybko pod budynkiem wytwórni.
Spojrzałam na zegarek w telefonie- 8:59. Biegiem wpadłam do wytwórni. Nie lubiłam się spóźniać.
- Panna Sykes? Nowa asystentka Pana Gustawa?- promiennym uśmiechem przywitała mnie wysoka brunetka.- Kawy? Herbaty?
- Tak, chyba tak.- odpowiedziałam nieśmiało. Panna Sykes. Whoah, w niezłej branży pracuję- Kawę, poproszę- odpowiedziałam również z uśmiechem.
- Pan Gustawo, i zespół z którym Pan pracuje jest w sali numer 24.
-Już biegnęęęę!- wykrzyknęłam w biegu, na co śliczna recepcjonistka wybuchła śmiechem.
Szybko znalazłam salę i pociągnęłam za klamkę. Widok, który tam ujrzałam mnie dosłownie sparaliżował.
- To chyba jakiś kiepski żart- powiedziałam z niedowierzaniem.
***
*DD- Drop Dead :)
Rozkręcamy się! Jak się podoba? Nudne, że dupy urywa?
Rozkręcamy się! Jak się podoba? Nudne, że dupy urywa?
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
XXX
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz