***
~oczami Sherry~
-To chyba jakiś kiepski żart.- powiedziałam z niedowierzaniem. Oni mnie prześladują? Matko kochana, zabierzcie mnie stąd bo nie wytrzymam.
- Ach, Panna Sykes, baliśmy się już, że Pani nie przyjdzie.- zerwał się wysoki mężczyzna - Jestem Gustawo Rocks, a to...
- Black Veil Brides- przerwałam. No super Sher, od razu musisz wcinać się w wypowiedz szefa, dać ci medal za bycie nieogarniętym?
- Tak, znacie się?
- Trochę- uśmiechnął się do mnie Andy. Jak ja mam z NIM pracować?! Jak ja mam z nim wytrzymać w jednym pokoju?! Ja mam Andyfobię przecież! Dobra, do jest moja praca muszę po prostu wypełniać swoje obowiązki.
- Dobrze dobrze, na przerwie się poznacie do końca i sobie pogadacie. Teraz mamy kupę roboty!- Gustawo znowu usiadł w fotelu, przed konsolą. Pomieszczenie było spore, jak na studio. Ściany były kremowe, a meble głównie czekoladowe.- Pani Sykes, chce pani usiąść i posłuchać?- Pan Szef posłał mi serdeczny uśmiech. Czemu wszyscy tu są tak cholernie pozytywni? To przecież nienormalne!
- Sherry. Może pan mówić Sherry.- powiedziałam nieśmiało, siadając na bardzo wygodnym fotelu i zakładając wielkie słuchawki. Musiałam komicznie wyglądać; drobniutka dziewczyna, z gigantycznymi słuchawkami. Dobry początek. W słuchawkach-gigantach rozbiegł się dźwięk pierwszej piosenki. Spojrzałam na zespół. Wyglądali na zadowolonych ze swojej "pracy". Postanowiłam wsłuchać się dokładnie w słowa piosenki. Aha, wszystko zrozumiałam. Andy pisał o wspomnieniach ze szkoły. No może nie dosłownie, w przenośni. Nie było nam łatwo w liceum. Nie byliśmy jakoś specjalnie lubiani. Haha, kogo ja oszukuję, byliśmy ci 'emo' albo 'goci', cokolwiek. Zdarzało mi się wpaść w kłótnię z tymi, 'superpopularnymi' fankami Paris Hilton, co kończyło się posyłaniem na mnie osiłków. Haha, typowe liceum.
<dwa tygodnie później>
~oczami Andy'ego~
- Sherry, pójdź drukarni, wydrukuj 200 kopii tego, i 300 kopi tego.- podał dziewczynie parę kolorowych teczek- A ty, Andy idziesz jej pomóc.
-Słucham?- odpowiedzieliśmy chórem z Sher.
- Gustawo, oni tam się zabiją, spalą, ożyją, a potem znowu zabiją - powiedział zdziwiony CC.
- Nie może być tak źle- uśmiechnął się do nas Gustawo, na co Sherry westchnęła i szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Sherry...- podbiegłem do niej gdy ona już była w drodze do drukarni.- My nie możemy tak pracować...
- Niby jak?- spojrzała mi w oczy.- Mam się zwolnić bo panu Biersackowi coś nie pasuje?
- Nie o to chodzi.
- To o co?
- Sama dobrze wiesz. Nie możemy udawać, że się nigdy nie znaliśmy, co gorsza się nawzajem ignorować- westchnąłem i weszliśmy do małego pokoiku gdzie znajdowały się drukarki, kserokopiarki i inne badziewia
- Przepraszam, ale to nie ja uciekam na drugi koniec świata, nawet nie wyjaśniając o co chodzi.- syknęła moja 'towarzyszka'.
- No ale...
- Andy, to nie miejsce na taką rozmowę- przerwała mi, już łagodniejszym tonem. Przynajmniej nie nazwała mnie 'Biersack' albo 'Pan Biersack' bo to mnie doprowadzało do szału. Podała mi pare papierów, które zacząłem kopiować.
- To dziś o 21:00, przy starych torach.- przerwałem dość niezręczną ciszę. To było dość specyficzne miejsce, często się tam spotykałem z Sherry, tam się zresztą poznaliśmy.
- No...No dobra- powiedziała cicho odwracając się ode mnie, kontynuując kserowanie.
Po 15 minutach wszystko zostało zrobione. Przećwiczyliśmy jeszcze kilka piosenek i mieliśmy wolne.
-Pa Sherry!- krzyknął Christian do zbliżającej się do drzwi Sher.
- Pa chłopaki!- odkrzyknęła dziewczyna z 'uśmiechem'. Wiem, że ze sztucznym. Umiem rozpoznać u niej to.
Padało. A Sher, bezradnie stała przed wytwórnią moknąc. No już serce mi się krajało, chociaż wiem jakie mam z nią stosunki teraz.
- Może cię podwieźć czy coś?- zapytałem.
- Nie, czekam na Olivera. - odpowiedziała patrząc na swoje już mokre buty. Nawet nie próbowała się ochronić przed deszczem.
- Pół godziny?
- A co ty tu robisz, geniuszu?- odpowiedziała pytaniem odwracając się w moją stronę.
- Jaa?..Em, no...- tak, przyznaj się, że się gapiłeś na nią przez 30 minut.- ...Jesteś... cała mokra...
- No brawo, ty też.- o kurwa. Faktycznie. - Ja idę. Oliver po mnie przyjechał. Do wieczoru!- posłała lekki uśmiech w moją stronę i pobiegła do wielkiego czarnego auta. Uśmiechnęła się. Do mnie. Do znienawidzonego Andy'ego Biersacka. Może to przez ten deszcz jej się coś pokręciło, bo to u niej dziwne.
***
Popatrzyłem na zegarek. 21:15. Może nie przyjdzie. Powoli zacząłem się wycofywać gdy usłyszałem szybkie kroki. Tfu, wręcz bieg.
-Prze..Przepraszam..Zz..Za spóźnienie...- wydyszała dziewczyna.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz- uśmiechnąłem się do niej, na co ona nie odpowiedziała.- No więc chciałem pogadać o...
- O tym, że mnie zostawiłeś bez słowa w mieście i spieprzyłeś na drugą część świata. - przerwała mi. Tak, ona ma tą zdolność przerywania w najważniejszym momencie.
- Nie o to chodziło, zrozum.- starałem się kontrolować sytuacje. - Ja...Nie umiałem ci tego powiedzieć.
- Kurwa, idealne wytłumaczenie- prychnęła Sherry- Ty chyba na prawdę, nie wiesz jak się człowiek czuje, kiedy jedyna osoba, która daje jej wsparcie, bez słowa wypieprza do Stanów.
- A wiesz co ja czułem, zostawiając taką osobę?- wow, tak kontroluję sytuację, że ja pierdole.
- No widzisz jaka ze mnie egoistka. Myślę tylko o sobie. Bo Biersack nie jest niczemu winien.- znowu zaczęła. Biersack. Ja mam na imię Andy, przecież.
- Tak, jesteś egoistką! Może, nie zgadniesz, że jednak też byłaś dla mnie ważna i też to było dla mnie trudne- dobra, nie panuję nad sytuacją.
- Mogłeś mi chociaż wytłumaczyć. Jesteś po prostu zwykłym tchórzem.
- Ja tchórzem?
- A kim innym? Kto normalny nie mówi przyjacielowi o przeprowadzce, a potem pisze list, który gówno wyjaśnia?
- Ach, teraz wszystko kręci się wokół przeprowadzki?!- podniosłem głos.
- Wiem, że kłamałeś w tym liście.- powiedziała łamiącym głosem- Nie chodziło o sytuacje szkolną. Chodziło o karierę. Myślisz, że tego nie wiem?
- Masz do mnie żal o to, że chciałem spełnić marzenia, ok- już nie wytrzymywałem. Nie odpowiedziała- Ja pierdole, ty myślisz tylko o sobie.
- Tak..- odpowiedziała już przez łzy- Ja myślę o sobie.-chciała już iść, lecz ja złapałem ją za goły nadgarstek. Poczułem coś dziwnego, szorstkiego..Przyjrzałem się temu, co prawda w słabym świetle latarni. To co zobaczyłem na ręce dziewczyny, spowodowało, że byłem w kompletnym szoku.
-Cie...cięłaś się?- zapytałem z niedowierzaniem
~oczami Sherry~
Złapał mnie za ten nieszczęsny nadgarstek. Zapytał o to. Nie odpowiedziałam. Nie mogłam mu tego powiedzieć. Teraz uzna mnie za wariatkę i znowu spierdoli do USA.
- Dlaczego?- dopytywał się.
- A jak myślisz?- powiedziałam już w kompletnym płaczu- Myślisz, że utrata przyjaciela to takie 'hop siup'? Że oczywiście spodziewałam się, że po kilku latach, jak jakiś Archanioł Gabriel spadniesz nagle do Sheffield, a potem nagle wskoczymy sobie w ramiona i będzie zajebiście? Oj to chyba masz jakiś problem.
- Ja..Ja nie wiedziałem, że tak na to zareagujesz.
- Ty na prawdę masz coś z głową, skoro myślisz, że można się pozbierać po utracie najważniejszej osoby w życiu. - chyba powiedziałam za dużo. On nie odpowiedział. Rozumiem, przecież takiej idiotki, co ma jakieś problemy z psychiką nikt nie wysłucha. Obróciłam się na pięcie i skierowałam się w stronę domu, gdy nagle poczułam, że ktoś przytulił się do mnie od tyłu. Tak, Andy. Ja się tylko obróciłam w jego stronę i mocno wtuliłam.
- Przepraszam. Przepraszam, że okazałem się debilem. Przepraszam, że cię zawiodłem. Przepraszam, że przeze mnie cierpiałaś.- mówił, nie puszczając mnie z uścisku.- Myślałem, że taka szansa się nigdy nie powtórzy. Że jest 1 na 1 000 000. Obiecywałem, że nigdy cię nie opuszczę.
- Cieszę, wróciłeś- powiedziałam uśmiechając się. Powiedziałam to do osoby, której jeszcze wczoraj nienawidziłam.
Zleciały tak 2 godziny. Jak za dawnych czasów.
- Muszę już iść- niechętnie wstałam z zimnej gleby. Bycie całym przemoczonym, a potem siedzenie na lodowatym podłożu to nienajlepszy pomysł.
- Odprowadzę cię- chłopak podniósł się.
- Nie, lepiej nie- zaśmiałam się- Jak się Olisaurus zobaczy to ci oczy wydrapie, wyrwie ci kończyny, a potem twoje zwłoki spali rytualnie.
- Aż tak mnie nie lubi?
- Yhy. To ja lecę. Do jutra.- pomachałam Andy'emu.
- Do jutra, 'Shiru'- uśmiechnął się szeroko. 'Shiru'... Kiedyś mnie tak nazywał. Odwzajemniłam uśmiech i pobiegłam do domu.
***
No, no, no. Zaczynamy. Olisaurus tak szybko nie pozwoli Andyraptorowi na przyjaźń z ukochaną siostrzyczką. Już mu nie ufa.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ=MOTYWACJA
XXX


