piątek, 29 listopada 2013

~ROZDZIAŁ III~

***
~oczami Sherry~
-To chyba jakiś kiepski żart.- powiedziałam z niedowierzaniem. Oni mnie prześladują? Matko kochana, zabierzcie mnie stąd bo nie wytrzymam.
- Ach, Panna Sykes, baliśmy się już, że Pani nie przyjdzie.- zerwał się wysoki mężczyzna - Jestem Gustawo Rocks, a to...
- Black Veil Brides- przerwałam. No super Sher, od razu musisz wcinać się w wypowiedz szefa, dać ci medal za bycie nieogarniętym? 
- Tak, znacie się?
- Trochę- uśmiechnął się do mnie Andy. Jak ja mam z NIM pracować?! Jak ja mam z nim wytrzymać w jednym pokoju?! Ja mam Andyfobię przecież! Dobra, do jest moja praca muszę po prostu wypełniać swoje obowiązki.
- Dobrze dobrze, na przerwie się poznacie do końca i sobie pogadacie. Teraz mamy kupę roboty!- Gustawo znowu usiadł w fotelu, przed konsolą. Pomieszczenie było spore, jak na studio. Ściany były kremowe, a meble głównie czekoladowe.- Pani Sykes, chce pani usiąść i posłuchać?- Pan Szef posłał mi serdeczny uśmiech. Czemu wszyscy tu są tak cholernie pozytywni? To przecież nienormalne! 
- Sherry. Może pan mówić Sherry.- powiedziałam nieśmiało, siadając na bardzo wygodnym fotelu i zakładając wielkie słuchawki. Musiałam komicznie wyglądać; drobniutka dziewczyna, z gigantycznymi słuchawkami. Dobry początek. W słuchawkach-gigantach rozbiegł się dźwięk pierwszej piosenki. Spojrzałam na zespół. Wyglądali na zadowolonych ze swojej "pracy". Postanowiłam wsłuchać się dokładnie w słowa piosenki. Aha, wszystko zrozumiałam. Andy pisał o wspomnieniach ze szkoły. No może nie dosłownie, w przenośni. Nie było nam łatwo w liceum. Nie byliśmy jakoś specjalnie lubiani. Haha, kogo ja oszukuję, byliśmy ci 'emo' albo 'goci', cokolwiek. Zdarzało mi się wpaść w kłótnię z tymi, 'superpopularnymi' fankami Paris Hilton, co kończyło się posyłaniem na mnie osiłków. Haha, typowe liceum. 

<dwa tygodnie później>
~oczami Andy'ego~
- Sherry, pójdź drukarni, wydrukuj 200 kopii tego, i 300 kopi tego.- podał dziewczynie parę kolorowych teczek- A ty, Andy idziesz jej pomóc.
-Słucham?- odpowiedzieliśmy chórem z Sher.
- Gustawo, oni tam się zabiją, spalą, ożyją, a potem znowu zabiją - powiedział zdziwiony CC.
- Nie może być tak źle- uśmiechnął się do nas Gustawo, na co Sherry westchnęła i szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Sherry...- podbiegłem do niej gdy ona już była w drodze do drukarni.- My nie możemy tak pracować...
- Niby jak?- spojrzała mi w oczy.- Mam się zwolnić bo panu Biersackowi coś nie pasuje?
- Nie o to chodzi. 
- To o co?
- Sama dobrze wiesz. Nie możemy udawać, że się nigdy nie znaliśmy, co gorsza się nawzajem ignorować- westchnąłem i weszliśmy do małego pokoiku gdzie znajdowały się drukarki, kserokopiarki i inne badziewia
- Przepraszam, ale to nie ja uciekam na drugi koniec świata, nawet nie wyjaśniając o co chodzi.- syknęła moja 'towarzyszka'.
- No ale...
- Andy, to nie miejsce na taką rozmowę- przerwała mi, już łagodniejszym tonem. Przynajmniej nie nazwała mnie 'Biersack' albo 'Pan Biersack' bo to mnie doprowadzało do szału. Podała mi pare papierów, które zacząłem kopiować.
- To dziś o 21:00, przy starych torach.- przerwałem dość niezręczną ciszę. To było dość specyficzne miejsce, często się tam spotykałem z Sherry, tam się zresztą poznaliśmy.
- No...No dobra- powiedziała cicho odwracając się ode mnie, kontynuując kserowanie. 
Po 15 minutach wszystko zostało zrobione. Przećwiczyliśmy jeszcze kilka piosenek i mieliśmy wolne. 
-Pa Sherry!- krzyknął Christian do zbliżającej się do drzwi Sher.
- Pa chłopaki!- odkrzyknęła dziewczyna z 'uśmiechem'. Wiem, że ze sztucznym. Umiem rozpoznać u niej to.
Padało. A Sher, bezradnie stała przed wytwórnią moknąc. No już serce mi się krajało, chociaż wiem jakie mam z nią stosunki teraz. 
- Może cię podwieźć czy coś?- zapytałem.
- Nie, czekam na Olivera. - odpowiedziała patrząc na swoje już mokre buty. Nawet nie próbowała się ochronić przed deszczem.
- Pół godziny?
- A co ty tu robisz, geniuszu?- odpowiedziała pytaniem odwracając się w moją stronę.
- Jaa?..Em, no...- tak, przyznaj się, że się gapiłeś na nią przez 30 minut.- ...Jesteś... cała mokra...
- No brawo, ty też.- o kurwa. Faktycznie. - Ja idę. Oliver po mnie przyjechał. Do wieczoru!- posłała lekki uśmiech w moją stronę i pobiegła do wielkiego czarnego auta. Uśmiechnęła się. Do mnie. Do znienawidzonego Andy'ego Biersacka. Może to przez ten deszcz jej się coś pokręciło, bo to u niej dziwne. 

***

Popatrzyłem na zegarek. 21:15. Może nie przyjdzie. Powoli zacząłem się wycofywać gdy usłyszałem szybkie kroki. Tfu, wręcz bieg. 
-Prze..Przepraszam..Zz..Za spóźnienie...- wydyszała dziewczyna.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz- uśmiechnąłem się do niej, na co ona nie odpowiedziała.- No więc chciałem pogadać o...
- O tym, że mnie zostawiłeś bez słowa w mieście i spieprzyłeś na drugą część świata. - przerwała mi. Tak, ona ma tą zdolność przerywania w najważniejszym momencie. 
- Nie o to chodziło, zrozum.- starałem się kontrolować sytuacje. - Ja...Nie umiałem ci tego powiedzieć.
- Kurwa, idealne wytłumaczenie- prychnęła Sherry- Ty chyba na prawdę, nie wiesz jak się człowiek czuje, kiedy jedyna osoba, która daje jej wsparcie, bez słowa wypieprza do Stanów. 
- A wiesz co ja czułem, zostawiając taką osobę?- wow, tak kontroluję sytuację, że ja pierdole.
- No widzisz jaka ze mnie egoistka. Myślę tylko o sobie. Bo Biersack nie jest niczemu winien.- znowu zaczęła. Biersack. Ja mam na imię Andy, przecież.
- Tak, jesteś egoistką! Może, nie zgadniesz, że jednak też byłaś dla mnie ważna i też to było dla mnie trudne- dobra, nie panuję nad sytuacją. 
- Mogłeś mi chociaż wytłumaczyć. Jesteś po prostu zwykłym tchórzem. 
- Ja tchórzem? 
- A kim innym? Kto normalny nie mówi przyjacielowi o przeprowadzce, a potem pisze list, który gówno wyjaśnia? 
- Ach, teraz wszystko kręci się wokół przeprowadzki?!- podniosłem głos. 
- Wiem, że kłamałeś w tym liście.- powiedziała łamiącym głosem- Nie chodziło o sytuacje szkolną. Chodziło o karierę. Myślisz, że tego nie wiem? 
- Masz do mnie żal o to, że chciałem spełnić marzenia, ok- już nie wytrzymywałem.  Nie odpowiedziała- Ja pierdole, ty myślisz tylko o sobie.
- Tak..- odpowiedziała już przez łzy- Ja myślę o sobie.-chciała już iść, lecz ja złapałem ją za goły nadgarstek. Poczułem coś dziwnego, szorstkiego..Przyjrzałem się temu, co prawda w słabym świetle latarni. To co zobaczyłem na ręce dziewczyny, spowodowało, że byłem w kompletnym szoku.
-Cie...cięłaś się?- zapytałem z niedowierzaniem

~oczami Sherry~
Złapał mnie za ten nieszczęsny nadgarstek. Zapytał o to. Nie odpowiedziałam. Nie mogłam mu tego powiedzieć. Teraz uzna mnie za wariatkę i znowu spierdoli do USA. 
- Dlaczego?- dopytywał się.
- A jak myślisz?- powiedziałam już w kompletnym płaczu- Myślisz, że utrata przyjaciela to takie 'hop siup'? Że oczywiście spodziewałam się, że po kilku latach, jak jakiś Archanioł Gabriel spadniesz nagle do Sheffield, a potem nagle wskoczymy sobie w ramiona i będzie zajebiście? Oj to chyba masz jakiś problem.
- Ja..Ja nie wiedziałem, że tak na to zareagujesz.
- Ty na prawdę masz coś z głową, skoro myślisz, że można się pozbierać po utracie najważniejszej osoby w życiu. - chyba powiedziałam za dużo. On nie odpowiedział. Rozumiem, przecież takiej idiotki, co ma jakieś problemy z psychiką nikt nie wysłucha. Obróciłam się na pięcie i skierowałam się w stronę domu, gdy nagle poczułam, że ktoś przytulił się do mnie od tyłu. Tak, Andy. Ja się tylko obróciłam w jego stronę i mocno wtuliłam.
- Przepraszam. Przepraszam, że okazałem się debilem. Przepraszam, że cię zawiodłem. Przepraszam, że przeze mnie cierpiałaś.- mówił, nie puszczając mnie z uścisku.- Myślałem, że taka szansa się nigdy nie powtórzy. Że jest 1 na 1 000 000. Obiecywałem, że nigdy cię nie opuszczę.
- Cieszę, wróciłeś- powiedziałam uśmiechając się. Powiedziałam to do osoby, której jeszcze wczoraj nienawidziłam.
Zleciały tak 2 godziny. Jak za dawnych czasów. 
- Muszę już iść- niechętnie wstałam z zimnej gleby. Bycie całym przemoczonym, a potem siedzenie na lodowatym podłożu to nienajlepszy pomysł.
- Odprowadzę cię- chłopak podniósł się.
- Nie, lepiej nie- zaśmiałam się- Jak się Olisaurus zobaczy to ci oczy wydrapie, wyrwie ci kończyny, a potem twoje zwłoki spali rytualnie.
- Aż tak mnie nie lubi?
- Yhy. To ja lecę. Do jutra.- pomachałam Andy'emu. 
- Do jutra, 'Shiru'- uśmiechnął się szeroko. 'Shiru'... Kiedyś mnie tak nazywał. Odwzajemniłam uśmiech i pobiegłam do domu.

***
No, no, no. Zaczynamy. Olisaurus tak szybko nie pozwoli Andyraptorowi na przyjaźń z ukochaną siostrzyczką. Już mu nie ufa.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ=MOTYWACJA

 XXX  


czwartek, 28 listopada 2013

~ROZDZIAŁ II~

***
~oczami Sherry~
Która godzina? 3:54. Zajebiście. Nie mogę spać. Przez TO wszystko. Wiem, dramatyzuję. Wiem, powinnam zapomnieć. Ale nie umiem. 
Szukałam w ciemnościach mojego, jak na razie, najlepszego przyjaciela- mp3. Potykając się po drodze o wszystkie rzeczy. Znalazłam mojego małego, fioletowego kolegę i leniwie opadłam na łóżko. Wciskając 'play', w słuchawkach rozbiegł się rytm 'Search & Destroy'. Uwielbiam tą piosenkę, uwielbiam przy niej poskakać, lecz teraz chcę jeszcze bardziej się dołować smutnymi piosenkami. Wyszukałam szybko 'Alibi'. Przesłuchałam całą płytę 'This is War' 30 Seconds To Mars oraz 'A Flair For The Dramatic' Pierce The Veil. Moje dwa ukochane zespoły.
Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Śniły mi się chore rzeczy. Ścinki z przeszłości. Od dzieciństwa do teraźniejszości. Większość wspomnień o których chcę zapomnieć. Egh. Jest 13:00. Dziwne, że Oliver mnie jeszcze nie budził. 
Wstałam, opatuliłam się kocem i powolnie zeszłam na dół. W kuchni zastałam list. Od samego pana Sykesa! No to się postarał. Mógł wysłać sms'a. 

'Sherry, mam nadzieję, że wstałaś przed 12:00. Od rana jestem w pracy. Muszę jeździć od Drop Dead do studia, od studia do Drop Dead i tak cały czas. Zapomniałem ci wczoraj powiedzieć, że nagrywamy nowy album! No tak, rzadziej mnie będzie w domu :( Ale wynagrodzę ci to! 
W salonie na fotelu są dla ciebie ciuchy z DD*, mam nadzieję, że są za duże :) 
Będę po 1:00.
Całuski       
Oli xoxo'     

Nowa płyta= trasa. Można się tego było spodziewać. No cóż, przynajmniej mogę się wypłakać w samotności. 
W lodówce nic nie ma. Będę musiała się kopsnąć do sklepiku. Moment, czyli wychodzę do cywilizacji, do ludu. Muszę się jakoś ogarnąć, by nie wyglądać jak słabo ostrzyżona lama.
Wzięłam z szafy jakieś szare jeansy, czarny t-shirt z logiem Batmana, szybko rozczesałam moje prawie białe włosy i uczesałam w kucyka, zostawiając 'niby grzywkę' na czole. Szybko wytuszowałam rzęsy i zrobiłam lekką kreskę na powiekach. Tuż przy drzwiach założyłam czerwone trampki pod kostkę i szybkim krokiem wyszłam z domu. 
Nie lubiłam chodzić do sklepu. Zawsze mijałam miejsca, w których się spotykałam z NIM. Kurwa, Sherry, znowu to robisz. Znowu myślisz o rzeczach, które powinnaś wymazać ze wspomnień. 
Przekroczyłam próg starego sklepu. Nie wiem jakim cudem on się jeszcze nie zawalił. Podbiegłam do półek z napojami energetycznymi. Miałam słabość do energetyków. Wzięłam jedną puszkę 'Monster'a. Raczej oprócz mnie nie było żadnych klientów. Postanowiłam się lekko 'zabawić'. Zaczęłam sobie chodzić do tyłu po sklepie nucąc 'Vox Populi'. Moja zabawa długo nie potrwała, bo Sherry geniusz wpadła na kogoś. Szybko obróciłam się, żeby spojrzeć kto to. 
-Przepra...- no pięknie, kurwa zajebiście. Znowu ON. Jak on się tu znalazł? Staliśmy przez chwilę uważnie patrząc na siebie.
- Sherry?- uśmiechnął się ON. Biersack. Andy kurwa Biersack. 
- Em.. - tak, jąkaj się, daj  poznać jemu, że nie wiesz co zrobić, idiotko- Ja chyba już sobie pójdę.- odpowiedziałam łamiącym głosem. Już mi się łzy cisnęły do oczu, już. Jakaś ty silna, Sherry, że ja pierdole. Pobiegłam do kasy, zapłaciłam, zapominając o rzeczach na śniadanie. No przecież tam nie wrócę. Dobra, mam energetyka, przeżyję, będzie ok. On zniknie z mojego życia, znajdę pracę, wyprowadzę się od brata, znajdę chłopaka, będę szczęśliwa, będzie ok. Będzie ok. Tylko jak ma być ok, jak ja żyję przeszłością?

***
Wypakowałam rzeczy od Olivera. Muszę przyznać, że chłopak się postarał. Na prawdę ładne rzeczy mi wybrał. Bluzki za duże, ale uwielbiam takie koszulki. Dodał do tego koszulkę 'Sleeping With Sirens'. Miło z jego strony.
Szybko siadłam do komputera w poszukiwaniu ofert pracy. Co prawda, jeszcze studiuję, ale z moimi wynikami raczej się gdzieś załapię. Poza tym, zajęcia są w takich godzinach, że nie powinno być problemu. 
MAM! TAK! Asystent producenta. Ponoć dzięki temu 'młodzi dziennikarze muzyczni zdobędą masę doświadczenia'. Szybko wysłałam zgłoszenie. 
Teraz czekać na odpowiedź. Postanowiłam się zrelaksować, za dużo stresu jak na jeden dzień. 
Wezmę długą kąpiel. 
Po kąpieli założyłam na siebie za dużą koszulkę i stanęłam przed wielkim lustrem.
-Gruba i brzydka, żadna nowość- uśmiechnęłam się niechętnie do swojego odbicia. Sprawdziłam na komórce, czy goście z wytwórni do mnie na pisali.
TAK! DOSTAŁAM SIĘ! O JA PIERDOLE! JUTRO MAM SIĘ Z NIMI SPOTKAĆ! TRZEBA TO UCZCIĆ MARATONEM HORRORÓW! 
Napisałam szybko do Olivera, że dostałam pracę. Następnie ruszyłam w stronę telewizora. Wygrzebałam starą kolekcję zekranizowanych powieści S.Kinga. Zaczynamy od 'Carrie'.

~oczami Andy'ego~
W ogóle się nie zmieniła. No może trochę zmizerniała. Gdyby tylko spróbowała znów kuchni mojej mamy, ach, to by nabrała normalnej wagi. Wróciła do naturalnego koloru włosów. Nadal upija się tymi napojami energetycznymi, haha. Tylko mnie jedno zastanawia; czemu tak panicznie zareagowała na mnie? Czemu uciekła?
- Andy! Andy! ANDY DO CHOLERY! ZIEMIA DO BIERSACKA, HALO?- wyrwał mnie z zamyślenia Ashley.
-Co? Co się dzieje?- szybko zareagowałem.
- Od 30 minut siedzisz jak na kazaniu i się głupkowato uśmiechasz sam do siebie. Martwi nas to, to u ciebie nienaturalne- odpowiedział mi Jinxx.
- Eee, co? Aa, nic takiego.- uśmiechnąłem się do nich szczerze.
- O MATKO- zerwał się szybko CC- MŁODY SIĘ ZAKOCHAŁ!- krzyknął, na co ja wybuchnąłem śmiechem. 
-Nie, stary, nie.
- Już myślałem, że w końcu się zakochasz i mi dupy nie będziesz zawracał- westchnął Jake. 
- Co?- zdziwiony, zapytałem go.
- Zobacz na Jinxx'a.- wskazał palcem na Jeremy'ego, który pisał coś na swoim telefonie- Kiedyś mi spokoju nie dawał, a od kiedy jest z Sammi, zawraca dupę jej, a nie mi. - wyszczerzył się złośliwie do mnie. 
Prychnąłem, a następnie wyszedłem z pub'u. 
- A ty dokąd, młody?- podbiegł do mnie Ash- Mieliśmy uczcić zdobycie kontraktu.
- Przepraszam, chłopaki. Nie mam głowy teraz na to.- odpowiedziałem.
- Co, proszę?- Ashley zrobił zdziwioną minę- Andrew Dennis Biersack nie ma ochoty na popijawy? Czy ja dobrze słyszę?
- Zmęczony jestem- skłamałem. Chciałbym tylko z NIĄ pogadać. Zapytać co u niej, jak było przez te 2 lata, w sumie też przeprosić, za tamto. Tak, nigdy jej nie powiedziałem o przeprowadzce, bo nie umiałem. Nie zniósł bym widoku jak ona płacze przy mnie. Gdy już byłem w Ameryce wysłałem tylko list. Z wyjaśnieniem sytuacji. Czy żałuję przeprowadzki? Nie. Czy żałuję, że nie mogłem jej tego w cywilizowany sposób wyjaśnić? Tak. Gdybym postąpił normalnie, a nie uciekając, sytuacja by była inna. 

***

~oczami Sherry~
Siedziałam opatulona cała kocem. Oglądanie samej horrorów Kinga w ogromnym domu, to głupi pomysł. Dobry Boże, słyszę kroki, nie, nie, nie to tylko moja wyobraźnia. Ktoś otworzył drzwi! Ja pierdole, jestem za młoda na śmierć w tak brutalny sposób! To coś się zbliża. Niee nie nieeee, jest bliskooo. Nagle zapaliło się światło.
-AAAAAAAAAAA!- wydarłam się na cały dom. A raczej na całe osiedle.
- Jezu, Sher, człowiek zmęczony przychodzi z pracy, po całym dniu ciężkiej harówy, a ty witasz go jakimiś dzikimi rykami. Zapracowany człowiek potrzebuje w takiej chwili oazy spokoju.- odpowiedział jakby nigdy nic mój brat-geniusz aka Oliver.
- MAM SZCZERZE W DUPIE TWOJĄ OAZĘ SPOKOJU! Ja pierdole, zawału przez ciebie prawie dostałam, cioto!- wstałam z kanapy- Dobranoc, a żeby cię... A żeby cię do piekła wzięli!- wołałam ze schodów.
- 'Carrie'?- zawołał z dołu.
- TAK- przechyliłam głowę i ruszyłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro. Nic się nie zmieniło. Nadal widzę tą znienawidzoną przeze mnie twarz. Cicho westchnęłam i zaczęłam się ubierać w piżamę. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i związałam je w warkocza. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do pokoju. Upadłam na od rana nieścielone łóżko/kanapę. Ustawiłam sobie budzik na 7:00, bo, heloooł, na 9:00 spotkanie, a ja muszę wyglądać O-L-Ś-N-I-E-W-A-J-Ą-C-O. 
Po kilku minutach zasnęłam.
***
<rano>
-MATKO KOCHANA, SPÓŹNIĘ SIĘ!- krzyczałam sama do siebie. Olivera nie było w domu oczywiście.
A na dworze, jak na lato, zimno. Pff. Ubrałam na siebie białą koszulę z cienkiego materiału, włożoną w czarną zwiewną spódniczkę przed kolano, białe podkolanówki i purpurowe creepersy. Poprawiłam włosy i makijaż (taki jak zwykle, of kors c:) i ruszyłam biegiem do taksówki, która stała przed domem.
-Na White Croft, poproszę- zdyszana wsiadłam do pojazdu. Na moje szczęście byliśmy szybko pod budynkiem wytwórni.
Spojrzałam na zegarek w telefonie- 8:59. Biegiem wpadłam do wytwórni. Nie lubiłam się spóźniać. 
- Panna Sykes? Nowa asystentka Pana Gustawa?- promiennym uśmiechem przywitała mnie wysoka brunetka.- Kawy? Herbaty?
- Tak, chyba tak.- odpowiedziałam nieśmiało. Panna Sykes. Whoah, w niezłej branży pracuję- Kawę, poproszę- odpowiedziałam również z uśmiechem. 
- Pan Gustawo, i zespół z którym Pan pracuje jest w sali numer 24.
-Już biegnęęęę!- wykrzyknęłam w biegu, na co śliczna recepcjonistka wybuchła śmiechem. 
Szybko znalazłam salę i pociągnęłam za klamkę. Widok, który tam ujrzałam mnie dosłownie sparaliżował.
- To chyba jakiś kiepski żart- powiedziałam z niedowierzaniem. 

***


*DD- Drop Dead  :)
Rozkręcamy się! Jak się podoba?  Nudne, że dupy urywa?
CZYTASZ= KOMENTUJESZ

 XXX    



wtorek, 26 listopada 2013

~ROZDZIAŁ I~

***
-Oliver, ale posłuchaj, ty masz je na połowie ciała, czemu ja nie mogę mieć chociaż jednego? Mam 20 lat!
-Nie i koniec! Póki ze mną mieszkasz, żadnych tatuaży!
Tak wyglądał każdy poranek w domu Sykes'ów. Kłótnia. 
-Sherry, co dziś robisz?- przysiadł się do dziewczyny Oliver.
-Nic. Będę ci narzekać jakie ja mam nudne życie z tobą i, że mi na nic nie pozwalasz oraz że jesteś najgorszym bratem na ziemi.- powiedziała blondynka mieszając swoją kawę.
-Sherry, nie zaczynaj, bo mi znów przez ciebie ciśnienie skoczy!- zdenerwował się chłopak- Przychodzi Amanda wieczorem, a my mamy taki 'porządek' jak mamy, lodówka pusta, a ja muszę coś w 'Drop Dead' załatwić i nie mam jak zrobić zakupów ani posprzątać, a wiesz, muszę dobrze wypaść przy Amandzie...
-Dobra, mam takie nudne życie, że to zrobię
-Dzięki dzięki dzięki. Przywiozę ci coś z firmy! Buziaczki!- wykrzyknął już w drzwiach Oli.
-Nienawidzę cię tak bardzo- syknęła sama do siebie Sher, dopijając kawę.


***
~perspektywa Sherry~
Czipsy, popcorn, żelki i orzeszki są. Cola, woda gazowana i soczki pomarańczowe kupione. Parter- posprzątany. 
Jest 18:40. Za chwile będą gołąbeczki. Poczekam na nich. Coś ze mną nie tak, że chcę z tymi kochasiami spędzać wieczór. Żyć nie umierać. 

~30 minut później~
-Shers, gnoju, złaź na dół! - wydarł się, jak zawsze, na co Amanda wybuchnęła śmiechem.
-Ja pierdole, idę no, idę.- powolnym krokiem zeszłam krętymi schodami na parter.
-Co oglądamy?- zapytała się wesoło Amanda. Jak ona to robi? To, że jest zawsze szczęśliwa? Ach, no tak, ona ma przy sobie miłość swojego życia, a ja mam najwyżej mp3. 
-Może 'Piłę 6'?- zaproponował równie wesoły Oliver.
-Ok- odpowiedziałyśmy chórem z Am.(tak tak, Am lubię mówić zdrobnieniami) 
Większość filmu przebiegła znośnie, póki nie zaczęło się 'migdalenie i mizianie' zakochanej pary. 
- Mój Oli, kuci kuci- ciągnęła Amanda Olivera pieszczotliwie za policzki.
-Twój twój Oli, daj dziubaska- odpowiedział na jej pieszczoty mój przeklęty brat, robiąc 'dziubka'.
-Matko kochana, ja stąd idę, bo jeszcze dojdzie do 'niewłaściwych' czynów- westchnęłam i podniosłam się szybko z kanapy. Chwyciłam za bluzę i wyszłam z domu. Nie będę im przeszkadzać. Było zimno jak na lato.
Szłam spokojnie alejami Sheffield, gdy dostałam wprost olśnienia. Niedaleko parku, jest klub 'Progress' gdzie praktycznie co wieczór jest koncert na prawdę dobrych, mało popularnych kapel. 
Po 15 minutach byłam na miejscu. Sala była prawie pełna. Na scenie była piątka chłopaków w czarnych strojach, w czarnym makijażu, natapirowanych czarnych włosach, ogólnie cali czarni. 
Wsłuchałam się w muzykę, pomijając to, że byłam deptana przez fanów tej oto kapeli (w końcu można mnie nie zauważyć, niskość nie radość, czy jakoś tak.). Głos wokalisty wydawał mi się znany. O nie nie nie, Sherry, idiotko, nie rozdrapuj starych ran. Spojrzałam odruchowo na nadgarstek. 
Po zakończeniu koncertu skierowałam się do domu. O matko. Jest po pierwszej. Ja pierdole, Oliver mnie zajebie.
-Kurwa- zaklnęłam szeptem i szybko pobiegłam w stronę domu. Mieszkałam z bratem w dużym piętrowym budynku. Przecież gwiazda musi sobie pozwolić na luksusy. 
Z ulgą weszłam cicho frontowymi drzwiami z nadzieją, że Oli już śpi. Było ciemno w domu, więc wszystko na to wskazywało. Nagle się zapaliło rażące dla mnie światło.
-JA PIERDOLE SHERRY CASSANDRO SYKES O KTÓREJ KURWA SIĘ DO DOMU KURWA WRACA?! WIESZ JAK SIĘ MARTWIŁEM, GNOJU MAŁY?!- zaczął swój dość głośny monolog pan Sykes. Oj, sąsiedzi już go z tego bardzo dobrze znają.
-Przepraszam, ale i tak cię kocham, dobranooooc!- szybko pocałowałam brata w policzek i po kochanych kręconych schodach, na których prawie się nie zabiłam, pobiegłam do mojego pokoju. Pokój był mały, fioletowy, z szarą, całkiem sporą kanapą, czarnym puchatym dywanem i białymi meblami. Ściany pokrywały plakaty takich zespołów jak 30 seconds to mars, Pierce The Veil albo Sleeping With Sirens. Szybko się 'ogarnęłam'  i wskoczyłam na rozłożoną kanapę. Nie ukrywam, była nieziemsko wygodna.

Obudziłam się około 10:00, co było dziwne. Zawsze się budzę 2 godz później. Zeszłam szybko do kuchni. Oliver już sobie nucił sobie coś pod nosem.
- Eeej! Ty! Krzywogęby! Zrób mi płatki!- wykrzyczałam z drugiego końca małej kuchni.
-Tak się kochanego brata dziś wita, gnoju mały?!- no i się zaczął poranny rytuał. W końcu mi zrobił te płatki.- Gdzie wczoraj byłaś? Na prawdę się martwiłem.
-Niepotrzebnie. W 'Progress'ie byłam- odpowiedziałam odkładając pustą miskę do zmywarki.
-Fajny był koncert?
-No nawet.- shit. Przypomniał mi się głos tego wokalisty. Podobny do...tego, którego nie chcę pamiętać.
-A kogo?- dopytywał się brat.
-Ups...W sumie...W sumie to nie wiem- zaśmiałam się speszona.- Byli czarni...
-Afroamerykaninie??- wyszczerzył oczy Oliver.
- Nie idioto! Byli odziani w czarne stroje- odpowiedziałam jak 'elegancka dama'.- Czarny mejk ap, czarne włosy. Trochę 'Kiss' przypominali.
-Może to oni?- mój wprost genialny brat wskazał na mały telewizor, na którego mieliśmy widok w kuchnio-jadalni.
- O mój Boże, tak to oni!- wskoczyłam szybko na kanapę i podgłośniłam dźwięk w telewizorze.

OTO PRZED PAŃSTWEM DWOJE CZŁONKÓW ZESPOŁU BLACK VEIL BRIDES. ASHLEY PURDY I ANDY BIERSACK.

Słysząc to nazwisko wyłączyłam telewizor. To dziwne, jaką wręcz nienawiścią płonę do niego, a kiedyś był jedną z najważniejszych dla mnie osób. Był moim najlepszym przyjacielem i mnie tak po prostu zostawił. 
- Co się stało?- zapytał zdziwiony Oliver.
- Jak to co?! Znowu ON! 
-Kto ON?
- TEN-KTÓREGO-IMIENIA-NIEWOLNO-WYMAWIAĆ!
-JA PIERDOLE, VOLDEMORT?! GDZIE?!
- NIE! PAN A-ÓSMEGO-DNIA-PAN-BÓG-STWORZYŁ-MOJĄ-NIENAWIŚĆ-DO-NIEGO!- spojrzałam na nadal mocno zdziwioną twarz mojego brata-geniusza- BIERSACK KURWA BIERSACK
-Aaaa, to ten twój lowelas- zaczął się głupio śmiać- BYŁY KOCHAŚ SHERRY BYŁY KOCHAŚ SHERRY!
-Zamknij mordę!- wykrzyknęłam
- BYŁY KOCHAŚ SHERRY BYŁY KOCHAŚ SHERRY BYŁY KOCHAŚ SHERRY!
-Przestań, błagam, przestań!- powiedziałam już ciszej czując, że mam łzy w oczach.

~oczami Olivera~
Spojrzałem na Sherry. Była bliska płaczu. Wtedy zrozumiałem o co chodzi. 
-Przepraszam- podszedłem do niej i starałem się ją przytulić. Nie zareagowała jak zwykle, czyli zaczynając kolejną bójkę. Ku mojemu zdziwieniu, z płaczem mocno się do mnie wtuliła. Nigdy nie mówiła, o tym, co ją łączyło z tym Andy'm. Wiem jedynie, że byli bliskimi przyjaciółmi. Później, jak wyjechał, z Sher było coraz gorzej. Nie chciała jeść, rozmawiać ze mną, rzadko wychodziła z pokoju, zaczęła wpadać w depresję. Pare razy jak nie ja, to ktoś inny, znajdował ją nieprzytomną w kałuży krwi, sączącej się z nadgarstka, lub innych miejsc, wśród rozsypanych tabletek nasennych. Wiem jaki to był dla niej koszmar. Nie pozwolę, by przez takiego kogoś, cierpiała znowu. Nie pozwolę! Niech się lepiej ten cały Andy trzyma z daleka od Sherry.

***
Wyszło ciut nudne, ale rozumiecie, rozkręca się dopiero.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ


xxx        

BOHATEROWIE ♥



Sherry Sykes
Młodsza siostra Olivera Sykesa. Ma 20 lat. Studiuje dziennikarstwo. Ma bardzo dobre relacje z bratem. Na ogół typ samotnika, domownika, zamulacza i lenia. Uwielbia tatuaże i piercing. Jak na razie ma septum, a co 
do tatuaży.... Mieszka w Sheffield z bratem.




Oliver Sykes
Starszy, popularny brat Sherry. Wokalista Bring Me The Horizon. 23 lata. Twórca ubrań i dodatków linii 'Drop Dead', z której sam jest bardzo dumny. Uwielbia to co robi. Czasem staje się nadopiekuńczy, jeśli chodzi o swoją siostrę i dziewczynę. 



Andy Biersack (Six)
20 lat. Wokalista rozkręcającej się grupy Black Veil Brides. Chodził do liceum i gimnazjum z Sherry. Następnie wyjechał z Sheffield do USA by poszukać producenta i szczęścia. By nakręcić teledysk do 'Knives and Pens' i 'Perfect Weapon' wraz z zespołem musiał przylecieć znów do Shffield.

***

Reszta postaci, to postacie epizotyczne takie jak;
-ASHLEY PURDY
-CHRISTIAN 'CC' COMA
-  JEREMY 'JINXX' FERGUSON
- JAKE PITTS
-AMANDA HENDRICK
- LAURA SINS (PRZYJACIÓŁKA SHERRY)


~PROLOG~

***


Był z nią zawsze
Gdy płakała, gdy się śmiała, gdy była sama
Była z nim zawsze
Każdego dnia
Wracali razem ze znienawidzonego liceum,
Śmiali się razem z plastikowych blondynek i z tępych osiłków
Z całego ponurego świata.
Mówili sobie, że nic ich nie rozłączy.
Teraz można się z tego śmiać.
On chciał się pokazać światu, pokazać swoją muzykę.
Wyjechał.
Ona została w rodzinnym mieście.
Nie dała rady pogodzić się z jego stratą.
Nie dzwonili.
Było to dla nich za trudne.
Teraz, każdy z nich ma osobne życie.
Do momentu...




***
Wyszło jak romansidło, co nie?
Haha, zabieram się za bohaterów i pierwszy rozdział.
Z BOGIEM!

WSTĘP ♥

Heloł.
Opowiadanie będzie o wymyślonej siostrze Olivera Sykesa. Loff Stori z udziałem Black Veil Brides. Wiek bohaterów, czasy itp. zostaną zmyślone.

TT podam później

ENJOY!